20kwiecień2018

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
2100 kilometrów prawdy Wyróżniony
13 wrzesień 2017 Napisane przez  Łukasz Mitoraj

2100 kilometrów prawdy

Skończył się czas „laby”, o ile kierowcy dotąd się obijali. Przed nimi niesamowita oraz długa, bo licząca aż 2100 kilometrów, podróż „po Australii”.

Na Antypodach wrzesień i październik od lat są najważniejszymi miesiącami, gdyż wtedy zaczyna się okres wyścigów długodystansowych. Przed zawodnikami 4 wyścigi, które rozpocznie runda na znakomitym i lubianym torze Sandown Raceway, gdzie zobaczymy „500tkę” – wyścig o dystansie 500 kilometrów poprzedzony wyścigami kwalifikacyjnymi. Następnie przeniosą się oni do mekki australijskiego touringu, czyli Bathurst na słynne 1000 kilometrów wspinaczki po najbardziej znanej i uwielbianej górze w Australii, Mount Panorama. Gold Coast zakończy okres „enduro”. Na ulicach tego miasta zobaczymy 2 wyścigi po 300 km.

Od 2013 roku ta część sezonu nazywana jest Pirtek Enduro Cup. Do regularnych kierowców dołączają rezerwowi, przez co możemy spodziewać się dużo emocji. Najbardziej utytułowanym kierowcą tego pucharu jest Warren Luff, który wygrywał go 2 razy - w 2013 roku w parze z Craigiem Lowndensem dla Red Bull Racing oraz w 2015 z Garthem Tanderem dla Holden Racing Team. Co ciekawe oba zespoły w tym sezonie „połączyły się” po tym jak Holden przerzucił wsparcie fabryczne z Walkinshaw Racing na Triple Eight Race Engineering. Sam Luff w tym roku będzie jeździł w parze ze Scottem Pye, który po odejściu Tandera do GRM dołączył do byłej ekipy HRT, a obecnie Mobil 1 HSV Racing.

Rok temu Pirtek Enduro Cup trafił w ręce innej ekipy spod znaku Red Bulla, Shane'a van Gisbergena oraz Alexa Premata. W tym roku Premat zmienił barwy i dołączył do byłego partnera zespołowego, Scotta McLaughlino'a. Do „Gizziego” dołączył znany z występów w Porsche SuperCup, Matt Campbell, który w ubiegłym roku również jeździł jako rezerwowy w Nissan Motorsport.

W tym roku, podobnie jak w ubiegłych latach (z wyjątkiem lat 2007-11 gdzie „500” odbywała się na Phillip Island), sezon enduro zaczyna się Sandown 500. Po Bathurst, jest to druga świątynia australijskiego motorsportu, a zarazem jest miejscem gdzie odbył się pierwszy w historii wyścig o mistrza Australii samochodów turystycznych.

Tor składa się z 2 prostych plus kombinacji zakrętów i szykan a „down esses”, czyli kombinacja zakrętów od 6 do 9 to nie lada wyzwanie dla zawodników, a zarazem miejsce gdzie dochodziło do wielu fantastycznych wyprzedzeni, ale i dużych wypadków.

Podobnie jak rok temu, runda pod tytułem Dick Smith Sandown 500 będzie tzw. Retro Rundą. Zespoły spróbują uatrakcyjnić zawody malowaniami oddającymi cześć byłym legendom serii i nie tylko. Nissan swoje malowania dedykuje swojej historii i 50 lat istnienia tej japońskiej marki. Wszystkie 3 auta Brada Jonesa będą oddane Normowi Beechey'owi, mistrzowi Australii z lat 60'tych. Red Bull i Mobil 1 HSV Team swoje malowania zadedykują sukcesom Holdena z lat 1990-2007. Ponad to Supercheap Auto Racing z Prodrive świętuje swoje 20-lecie w Supercars. Dale Wood w swoim Holdenie Commodore od Erebus Motorsport odda hołd australijskiemu kierowcy NASCAR z lat 90-tych, Jimmiemu Ellisowi, ponadto wiele innych ekip maluje swoje auta „klasycznie”. Już teraz można stwierdzić, że jest tych malowań więcej niż w roku ubiegłym.

Czego oczekiwać po samym wyścigu? Rok temu padł rekord różnicy między 1-2 na mecie. Para Garth Tander i Warren Luff z HRT wygrali o 0.384 z parą Red Bull Racing, Shane van Gisbergen i Alex Premat. Pikanterii dodaje fakt, że na ostatnich 30 wyścigów na tym torze zaledwie 2 razy wygrywało auto startujące z „Pole Position”. Innym ciekawym wydarzeniem, jeśli chodzi o Sandown, a raczej o „500” km wyścig, to system kwalifikacji do niego.

Z reguły mamy 20 minut dla wszystkich, a następnie, w zależności od długości wyścigu, tzw. „Top 10 Shootout”. Tutaj tak samo zacznie się od 20 minutowej sesji, w której udział biorę regularni kierowcy, jednak wynik jej ustala zaledwie grid dla rezerwowych do 1 wyścigu kwalifikacyjnego. Wynik tego wyścigu ustala grid dla „full-time'ów”, czyli 2 wyścigu kw., który zaś ustawia kolejność startową do wyścigu na 500 kilometrów. Dalej to już tylko historia do napisania dla kierowców.

W ostatnich latach w Sandown dochodziło do wielu niezapomnianych walk do samej mety. 2005, 2006 czy wspominany 2016 rok są tego najlepszym dowodem.

Największą ilością zwycięstw w Sandown może pochwalić się nieżyjący od 2006 roku Peter Brock, legenda całej Australii. Wiele ekip oddaje właśnie jemu hołd swoimi malowaniami. Z obecnie startujących największą liczbą zwycięstw pochwalić się może nie kto inny, jak Craig Lowndes z 5 wygranymi. Czy będzie mógł dopisać 6 po tym weekendzie? A może wygra ktoś inny? Czy w końcu wygra ktoś startujący z „PP”? Odpowiedzi na te pytania otrzymamy w niedzielę koło godziny 9 rano czasu polskiego. Wyścig Dick Smith Sandown 500 w niedzielę od 5.15.



Więcej w tej kategorii: « Whincup z rekordem wygranych